sobota, 26 października 2013
3. Szlaban
Po wybuchu Robina w Wielkiej Sali, popsuł mi się humor. Niech szlag trafi ten jego tytuł prefekta, te jego pieprzone zasady, te niebieskie oczy i te jego pięknie ułożone włosy... STOP ! Nie mogę o nim co chwilę myśleć, bo ze świruje !
Właśnie wylegiwałam się na swoim łóżku, gdy naglę Ginny wbiegła do pokoju. Twarz miała całą czerwoną, jak zwykle kiedy się męczyła.
- A tobie dokąd się tak śpieszy ?
- Robiłam lekcję... w bibliotece... jest już... 17:50 - Odpowiedziała moja przyjaciółka, co chwilę ciężko dysząc.
- I co z tego ?
- Za... dziesięć... minut... mamy szlaban.
Za dużo nie myśląc, szybko zerwałam się z łóżka i biegiem ruszyłam w stronę drzwi. Po ciężkim dyszeniu z plecami, stwierdziłam że Ginny biegnie za mną. Biegłyśmy korytarzem, co chwilę na kogoś wpadając. Szybko wpadłyśmy do gabinetu profesor McGonagall. Wszyscy już tam byli.
Fred i George siłowali się na palce, Harry, Hermiona i Ron posłusznie siedzieli na swoich miejscach, a Robin zawzięcie tłumaczył coś profesor McGonagall.
- Ale pani profesor, nie rozumiem dlaczego... - Przerwał kiedy zamknęłam drzwi.
- Panna Potter i Weasley, wreszcie raczyły nas zaszczycić swoją obecnością. Pięć minut spóźnienia.
A teraz wszyscy za mną. - Powiedziała McGonagall, ostrym tonem i ruszyła w stronę parteru. Zatrzymała się przy wejściu do Wielkiej Sali. - Oddać różdżki, i jak wrócę Wielka Sala ma lśnić. - Powiedziawszy to wykonaliśmy polecenie i zostaliśmy sami.
- Co powiecie żebyśmy zagrali pytanie i zadanie ? - Zapytałam po chwili.
- Oszalałaś ? My tu mamy sprzątać, a nie grać w jakieś durnowate gry ! - Powiedział Robin i spojrzał na mnie jak na wariatkę. Wyciągnęłam różdżkę i wypowiedziałam zaklęcie ,,Chłoszczyść”. Po chwili Wielka Sala było wysprzątane na błysk, a wszyscy oprócz bliźniaków wytrzeszczyli na mnie oczy.
- Oddałam McGonagall lipną różdżkę. - Wyjaśniłam. - No to co, gramy czy nie ?
- Za nic nie będę brał udział w tej dziecinadzie. - Powiedział Hale
- Weź przestań. Co ci szkodzi ? - Zapytał Harry.
- No pięknie, i ty przeciwko mnie.
- Nie mamy całego dnia. - Upomniałam ich lekko poddenerwowana. Hale spojrzał na mnie wrogo.
- No dobra.
- Ja pierwsza ! - Zawołała Ginny, a Fred wyciągnął z torby Fałszoskop. - No więc, na pierwszy ogień idzie... Harry ! Pytanie czy zadanie ?
- Pytanie. - Odparł
- Czy uważasz mnie za swoją przyjaciółkę ?
Harry chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią. Spojrzał poważnie na Ginny.
- Nie. - Szybko odpowiedział unikając wzroku Ginny, która poważnie posmutniała. - Teraz, Robin. Pytanie czy zadanie ?
- Pytanie.
- Która z dziewczyn w tym pomieszczeniu, podoba ci się najbardziej ?
- Hermiona. - Odpowiedział niewyraźnie i lekko się zarumienił. Zrobiło mi się smutno. Zauważyłam że nie tylko mój nastrój się zmienił. Harry i Ginny wytrzeszczyli na niego oczy, Fred i George zaśmiali się pod nosem, Hermiona się zarumieniła, a Ron kipiał ze złości. - George, pytanie czy zadanie ?
- Oczywiście że zadanie ! - Krzyknął George, udając oburzonego.
- Yyy… Jutro rano, w Wielkiej Sali… zaproś na randkę… profesor McGonagall. - Wszyscy oprócz George’a zaczęli się śmiać.
- Ta zniewaga krwi wymaga! - Krzyknął teatralnie George. - Robin, pytanie czy zadanie ?
- Ej, a ja to pies ! Czemu mnie nie wybierzesz ? - Zapytałam.
Fred podszedł do Georga i powiedział mu coś na ucho.
- Ok, wybieram Avalon i Robina.
- Nie wiem, czy tak można - Powiedziała Hermiona.
- Pytanie czy zadanie ? - Zapytał mnie George, ignorując jednocześnie Hermione.
- To chyba oczywiste. - Odpowiedziałam, szczęśliwa że w końcu ktoś mnie wybrał. Na twarzy George’a pojawił się podstępny uśmieszek.
- Pocałujcie się
___________________________________
Dedyk dla Magik za przypomnienie mi, jak nazywał się Fałszoskop.
piątek, 4 października 2013
2. Cztery lata później
Głupia sowa ! Kto normalny wysyła sowę pocztową o 6 godzinie! Z niechęcią wstałam z łóżka i otworzyłam okno. Sowa jednak nie wleciała do mojego dormitorium lecz zostawiła list na parapecie i tyle ją widziałam. Zła otworzyłam list.
-No więc... - Zaczęłam.
- No więc co ? - Zapytali jednocześnie.
- No więc, macie jakiś pomysł ? - Fred i George* spojrzeli po sobie nie pewnie. No tak mogłam się tego spodziewać.
- Aha, ok. Myśleliście że obudzicie mnie o 6 godzinie a ja będę miała głowę pomysłów. - Zapytałam lekko zdenerwowana.
- A nie masz ? - Zapytał Fred. Teraz to ja się uśmiechnęłam.
- No jasne że mam, w końcu jestem Avalon Potter.- Zaczęliśmy się śmiać. Tak miło spędzało się nam czas. Poznaliśmy się na pierwszym roku (oni byli na trzecim).
Zgubiłam się, tego byłam już pewna. Nawet już nie wiem na który piętrze jestem. Zrezygnowana zaczęłam iść przed siebie. Nagle usłyszałam głosy. Właściwie to krzyki. Dobiegały one z jednej z opuszczonych klas. Ciekawość wzięła nade mną górę. Weszłam do pomieszczenia w którym siedzieli dwaj identyczni chłopcy (chyba z trzeciego roku) i strasznie głośno się kłócili.
- Ja ci mówię, tę łajnobombę trzeba wyrzucić w Wielkiej Sali!
- A ja ci mówię że w lochach ! Tam jest mało ludzi, nikt nas nie zauważy !
- A w Wielkiej Sali jest dużo ludzi, czyli większe widowisko !
Chyba mnie nie zauważyli. Postanowiłam się odezwać.
- A ja uważam że w Pokoju Wspólnym Gryffindoru. - Chłopcy spojrzeli na mnie zdziwieni. Przez chwilę milczeli aż jeden się odezwał.
- To ta mała Potterówna. Siostra Harrego.
- Aha... A wracając do tematu, czemu mielibyśmy wrzucać łajnobombę do własnego Pokoju Wspólnego ? To byłoby samobójstwo. - Odezwał się drugi.
- Ponieważ w lochach i Wielkiej Sali ktoś mógłby was zauważyć, a w Pokoju Wspólnym to chyba oczywiste że nie będzie na was, na Puchonów i Krukonów raczej też nie, więc wina pójdzie na...
- Ślizgonów - Dokończyliśmy jednocześnie.
Od tamtego czasu zawsze trzymaliśmy się razem, wywijaliśmy razem kawały Ślizgonom (i nie tylko). Są ode mnie starsi o dwa lata ale to mi nie przeszkadza. Szkoda że to już ostatni rok który spędzę z nimi w Hogwarcie.
- Hej Av, co jest ? - Zapytał George. Widocznie zauważył moją zmianę nastroju.
- Nic, tylko szkoda że został nam tylko rok... - Powiedziałam smętnie.
- Więc musimy zrobić wszystko żeby uczynić ten rok najlepszym w naszym życiu. Av, no to jaki masz pomysł ? - Zapytał Fred.
- No więc, najpierw musimy zrobić tak...
***
Razem z rudzielcami weszliśmy do Wielkiej Sali. Ja usiadłam obok Ginny a chłopcy na przeciwko nas. Plus tego dosiadł się Harry z swoją ekipą (Ron Weasley, Hermiona Granger i Robin Hale).
- Czemu nie jesz ? - Zapytała Ginny.
- Tak jakoś nie mam ochoty. Tobie też nie radzę.- Powiedziawszy to uśmiechnęłam się do niej łobuzersko.
Zaczęłam patrzeć ciekawa na Harrego który już nakładał spaghetti na widelec. W jednej chwili zawartość jego talerza zmieniła się w glizdy. Z resztą nie tylko jego. Po Wielkiej Sali rozległy się krzyki.Jeden był najgłośniejszy.
- Potter ! - Robin Hale wstał i zmierzał w moją stronę. Również wstałam.
- Słucham pana. - Odpowiedziałam spokojnie.
- Jak można być tak nie odpowiedzialnym i dziecinnym...- Zamierzał coś jeszcze powiedzieć ale wtedy do rozmowy dołączyli się rudzielce, którzy nie wiem kiedy pojawili się obok mnie.
- Masz jakiś problem Hall. - Jak to zwykle czynić, powiedzieli jednocześnie.
- A żebyście wiedzieli że mam! - Wtedy podeszli do niego Harry i reszta. Robin cały czas krzyczał a jego paczka próbowała go uspokoić. Tak samo ja i Ginny, rudzielców. Nagle podeszła do nas McGonagall.
- Co mają znaczyć te wrzaski ! Potter, Hale, Weasley, Granger. Szlaban o 18:00 !
- Ale pani profesor, to Potter zaczęła i...
- Nic mnie nie obchodzi kto zaczął panie Hale, a z wszystkich tu zebranych pana było słychać najgłośniej.
- Ale...
- Koniec dyskusji. - Oznajmiła po czym wyszła.
- Szlaban, ja ? - Hermiona usiadła ze zmartwioną miną i zaczęła obgryzać paznokcie.
Hale spojrzał na mnie złowrogo.
- Widzisz co narobiłaś, Potter ! Przez ciebie my wszyscy mamy szlaban !
Ja tylko uśmiechnęłam się słodko i wyszłam. W oczach zebrały mi się łzy. Znowu te ukłucie w sercu. Czemu on zawsze na mnie tak wrzeszczał, czemu mnie tak nienawidził ? Wcześniej nie obchodziło mnie co on o mnie myśli. Zmieniło się to jesienią w trzeciej klasie.
Siedziałam zła w dormitorium. Hale jest taki głupi! Wrzeszczy na mnie tylko dla tego że podrzuciłam mu do dormitorium parę żab! Żeby bać się kilku zielonych płazów ! I to on jest tu ,,mężczyzną"? Jeszcze czego!
- Oj, proszę cię. Już nie bądź taka wielce obrażona, bo teraz to ty zawiniłaś. - Powiedziała do mnie Ginny. Spojrzałam na nią zdziwiona. Zawsze gdy kłóciłam się z Hale'm stawała stawała po mojej stronie.
- Nie rozumiem. Przecież to on nakrzyczał na mnie o byle co. To jego wina!
- Posłuchaj, razem z moimi braćmi robisz żarty żeby rozśmieszyć uczniów i przy okazji ponabijać się z Ślizgonów, tak ?
- Tak - Odpowiedziałam niepewnie. Do czego ona zmierzała...?
- No właśnie, ale dzisiaj ten żart był skierowany bezpośrednio do Robina. Nie obraź się, ale też bym na ciebie nakrzyczała, gdybyś zrobiła mi coś podobnego.
Poczułam się trochę głupio. Czemu ona zawszę musi mieć rację?
- W takim razie, co powinnam zrobić ?
- Przeprosić go. - Co ! Ja Avalon Potter mam przepraszać kogoś takiego jak Hale?!? Nie doczekanie ! Choć w sumie to moja wina i Hale niczemu nie zawinił... Po pięciu minutach intensywnego rozmyślania, zdecydowałam się go przeprosić... w końcu nie miałam nic do stracenia. Prawda ?
Szłam w stronę dormitorium chłopców, mając świadomość że wszyscy w Wielkiej Sali patrzą na mnie zdziwieni. Gdy byłam na miejscu, zapukałam delikatnie w drzwi. Otworzył mi sam Hale.
- A ty tu czego, Potter? - Zapytał oschle Robin. Zdenerwowałam się. Nie wiedziałam jak mu to powiedzieć
- Ja... chciałam...przeprosić cię. - Spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Nie wiem co knujesz Potter, ale... - Nie zdążył dokończyć bo mu przerwałam.
- Nie oszukuję cię. Wiem że to moja wina i jest mi teraz strasznie głupio. Przepraszam... - Patrzył na mnie przez chwilę i wybuchnął śmiechem.
- Nie rozumiem, co w tym takiego śmiesznego. - Spytałam oburzona.
- Po prostu. Avalon Potter przyznała że zrobiła źlę... trzeba to gdzieś zapisać! - Teraz i ja zaczęłam się śmiać. Z Hale'm ! Kto by pomyślał. Spojrzałam mu z oczy i dopiero teraz zauważyłam jakie są piękne...
Wtedy się w nim zakochałam. Pamiętam też, że następnego dnia Hale znowu krzyczał na mnie za to że podrzuciłam mu łajnobombę pod prysznic...Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Od tamtego zdarzenie próbowałam sobie wmówić że nic do niego nie czuję. Na czwartym roku przyznałam się przed samą sobą do swoich uczuć, jednak nie zmierzałam z tym nic robić, bo po co ? On mnie nienawidzi i nie mogę z tym nic zrobić. A może jednak mogę...
_________________________________
* W moim opowiadaniu Fred i George są starsi od Harrego o rok.
Drogi leniu !
Zapewne jedyne co teraz tkwi w oczach to żądza mordu, ale powstrzymaj się z tym na chwilę. Jak zapewne zauważyłaś jest początek roku szkolnego a uczniowie pewnie strasznie się nudzą. Przyjdź o 6:30 tam gdzie zawszę ;)
Twoi cisi wielbiciele...
Od razu złość minęła. Z uśmiechem pognałam do łazienki. Wizyta w łazience zajęła mi tylko kwadrans ponieważ nie zwracałam większej uwagi na wygląd. Nie malowałam się, zawsze chodziłam rozczochrana (moich włosów nie dało się okiełznać) a mimo to i tak byłam jedną z najładniejszych dziewczyn w szkole. Już miałam wychodzić gdy pewien ktoś się obudził.
- Gdzie idziesz ?
- Nigdzie Ginny, śpij...
Gdy tylko to powiedziałam moja przyjaciółka od razu odleciała do krainy snów. Jak to kiedyś powiedziała ,, Mój głos działa na nią usypiająco". Ginny Weasley to miła ruda dziweczyna i moja najlepsza przyjaciółka. Odkąd pamiętam trzymamy się razem. Z uśmiechem udałam się w umówione miejsce. Przeszłam obok ściany parę razy intensywnie myśląc o dwóch rudych wariatach. Za trzecim razem pojawiły się drewniane drzwi. Gdy tylko weszłam ukazały mi się dwie wyszczerzone gęby.
-No więc... - Zaczęłam.
- No więc co ? - Zapytali jednocześnie.
- No więc, macie jakiś pomysł ? - Fred i George* spojrzeli po sobie nie pewnie. No tak mogłam się tego spodziewać.
- Aha, ok. Myśleliście że obudzicie mnie o 6 godzinie a ja będę miała głowę pomysłów. - Zapytałam lekko zdenerwowana.
- A nie masz ? - Zapytał Fred. Teraz to ja się uśmiechnęłam.
- No jasne że mam, w końcu jestem Avalon Potter.- Zaczęliśmy się śmiać. Tak miło spędzało się nam czas. Poznaliśmy się na pierwszym roku (oni byli na trzecim).
Zgubiłam się, tego byłam już pewna. Nawet już nie wiem na który piętrze jestem. Zrezygnowana zaczęłam iść przed siebie. Nagle usłyszałam głosy. Właściwie to krzyki. Dobiegały one z jednej z opuszczonych klas. Ciekawość wzięła nade mną górę. Weszłam do pomieszczenia w którym siedzieli dwaj identyczni chłopcy (chyba z trzeciego roku) i strasznie głośno się kłócili.
- Ja ci mówię, tę łajnobombę trzeba wyrzucić w Wielkiej Sali!
- A ja ci mówię że w lochach ! Tam jest mało ludzi, nikt nas nie zauważy !
- A w Wielkiej Sali jest dużo ludzi, czyli większe widowisko !
Chyba mnie nie zauważyli. Postanowiłam się odezwać.
- A ja uważam że w Pokoju Wspólnym Gryffindoru. - Chłopcy spojrzeli na mnie zdziwieni. Przez chwilę milczeli aż jeden się odezwał.
- To ta mała Potterówna. Siostra Harrego.
- Aha... A wracając do tematu, czemu mielibyśmy wrzucać łajnobombę do własnego Pokoju Wspólnego ? To byłoby samobójstwo. - Odezwał się drugi.
- Ponieważ w lochach i Wielkiej Sali ktoś mógłby was zauważyć, a w Pokoju Wspólnym to chyba oczywiste że nie będzie na was, na Puchonów i Krukonów raczej też nie, więc wina pójdzie na...
- Ślizgonów - Dokończyliśmy jednocześnie.
Od tamtego czasu zawsze trzymaliśmy się razem, wywijaliśmy razem kawały Ślizgonom (i nie tylko). Są ode mnie starsi o dwa lata ale to mi nie przeszkadza. Szkoda że to już ostatni rok który spędzę z nimi w Hogwarcie.
- Hej Av, co jest ? - Zapytał George. Widocznie zauważył moją zmianę nastroju.
- Nic, tylko szkoda że został nam tylko rok... - Powiedziałam smętnie.
- Więc musimy zrobić wszystko żeby uczynić ten rok najlepszym w naszym życiu. Av, no to jaki masz pomysł ? - Zapytał Fred.
- No więc, najpierw musimy zrobić tak...
***
Razem z rudzielcami weszliśmy do Wielkiej Sali. Ja usiadłam obok Ginny a chłopcy na przeciwko nas. Plus tego dosiadł się Harry z swoją ekipą (Ron Weasley, Hermiona Granger i Robin Hale).
- Czemu nie jesz ? - Zapytała Ginny.
- Tak jakoś nie mam ochoty. Tobie też nie radzę.- Powiedziawszy to uśmiechnęłam się do niej łobuzersko.
Zaczęłam patrzeć ciekawa na Harrego który już nakładał spaghetti na widelec. W jednej chwili zawartość jego talerza zmieniła się w glizdy. Z resztą nie tylko jego. Po Wielkiej Sali rozległy się krzyki.Jeden był najgłośniejszy.
- Potter ! - Robin Hale wstał i zmierzał w moją stronę. Również wstałam.
- Słucham pana. - Odpowiedziałam spokojnie.
- Jak można być tak nie odpowiedzialnym i dziecinnym...- Zamierzał coś jeszcze powiedzieć ale wtedy do rozmowy dołączyli się rudzielce, którzy nie wiem kiedy pojawili się obok mnie.
- Masz jakiś problem Hall. - Jak to zwykle czynić, powiedzieli jednocześnie.
- A żebyście wiedzieli że mam! - Wtedy podeszli do niego Harry i reszta. Robin cały czas krzyczał a jego paczka próbowała go uspokoić. Tak samo ja i Ginny, rudzielców. Nagle podeszła do nas McGonagall.
- Co mają znaczyć te wrzaski ! Potter, Hale, Weasley, Granger. Szlaban o 18:00 !
- Ale pani profesor, to Potter zaczęła i...
- Nic mnie nie obchodzi kto zaczął panie Hale, a z wszystkich tu zebranych pana było słychać najgłośniej.
- Ale...
- Koniec dyskusji. - Oznajmiła po czym wyszła.
- Szlaban, ja ? - Hermiona usiadła ze zmartwioną miną i zaczęła obgryzać paznokcie.
Hale spojrzał na mnie złowrogo.
- Widzisz co narobiłaś, Potter ! Przez ciebie my wszyscy mamy szlaban !
Ja tylko uśmiechnęłam się słodko i wyszłam. W oczach zebrały mi się łzy. Znowu te ukłucie w sercu. Czemu on zawsze na mnie tak wrzeszczał, czemu mnie tak nienawidził ? Wcześniej nie obchodziło mnie co on o mnie myśli. Zmieniło się to jesienią w trzeciej klasie.
Siedziałam zła w dormitorium. Hale jest taki głupi! Wrzeszczy na mnie tylko dla tego że podrzuciłam mu do dormitorium parę żab! Żeby bać się kilku zielonych płazów ! I to on jest tu ,,mężczyzną"? Jeszcze czego!
- Oj, proszę cię. Już nie bądź taka wielce obrażona, bo teraz to ty zawiniłaś. - Powiedziała do mnie Ginny. Spojrzałam na nią zdziwiona. Zawsze gdy kłóciłam się z Hale'm stawała stawała po mojej stronie.
- Nie rozumiem. Przecież to on nakrzyczał na mnie o byle co. To jego wina!
- Posłuchaj, razem z moimi braćmi robisz żarty żeby rozśmieszyć uczniów i przy okazji ponabijać się z Ślizgonów, tak ?
- Tak - Odpowiedziałam niepewnie. Do czego ona zmierzała...?
- No właśnie, ale dzisiaj ten żart był skierowany bezpośrednio do Robina. Nie obraź się, ale też bym na ciebie nakrzyczała, gdybyś zrobiła mi coś podobnego.
Poczułam się trochę głupio. Czemu ona zawszę musi mieć rację?
- W takim razie, co powinnam zrobić ?
- Przeprosić go. - Co ! Ja Avalon Potter mam przepraszać kogoś takiego jak Hale?!? Nie doczekanie ! Choć w sumie to moja wina i Hale niczemu nie zawinił... Po pięciu minutach intensywnego rozmyślania, zdecydowałam się go przeprosić... w końcu nie miałam nic do stracenia. Prawda ?
Szłam w stronę dormitorium chłopców, mając świadomość że wszyscy w Wielkiej Sali patrzą na mnie zdziwieni. Gdy byłam na miejscu, zapukałam delikatnie w drzwi. Otworzył mi sam Hale.
- A ty tu czego, Potter? - Zapytał oschle Robin. Zdenerwowałam się. Nie wiedziałam jak mu to powiedzieć
- Ja... chciałam...przeprosić cię. - Spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Nie wiem co knujesz Potter, ale... - Nie zdążył dokończyć bo mu przerwałam.
- Nie oszukuję cię. Wiem że to moja wina i jest mi teraz strasznie głupio. Przepraszam... - Patrzył na mnie przez chwilę i wybuchnął śmiechem.
- Nie rozumiem, co w tym takiego śmiesznego. - Spytałam oburzona.
- Po prostu. Avalon Potter przyznała że zrobiła źlę... trzeba to gdzieś zapisać! - Teraz i ja zaczęłam się śmiać. Z Hale'm ! Kto by pomyślał. Spojrzałam mu z oczy i dopiero teraz zauważyłam jakie są piękne...
Wtedy się w nim zakochałam. Pamiętam też, że następnego dnia Hale znowu krzyczał na mnie za to że podrzuciłam mu łajnobombę pod prysznic...Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Od tamtego zdarzenie próbowałam sobie wmówić że nic do niego nie czuję. Na czwartym roku przyznałam się przed samą sobą do swoich uczuć, jednak nie zmierzałam z tym nic robić, bo po co ? On mnie nienawidzi i nie mogę z tym nic zrobić. A może jednak mogę...
_________________________________
* W moim opowiadaniu Fred i George są starsi od Harrego o rok.
środa, 25 września 2013
1. Długo wyczekiwany dzień.
-Avalon...
-...
-Avalon !
-...
-Avalon!!!
-Co !!! - Krzyknęłam.Nie miałam ochoty dzisiaj wychodzić z łóżka. Z niechęcią spojrzałam na ciocię Dorcas. Była to drobna, niska czarnowłosa kobieta po trzydziestce (mimo że wyglądała o wiele młodziej). Na jej twarzy było rozbawienie. - Przepraszam ale dzisiaj mam ochotę trochę dłużej pospać. - Powiedziałam już trochę spokojniej.
- Akurat dzisiaj...- Spytała. Pokiwałam twierdząco głową. - No dobrze skoro taka jest twoja decyzja... do Hogwartu zawsze można pojechać za rok.
- Co !!! - Szybko zerwałam się z łóżka i pobiegłam w stronę kalendarza. Tak, dzisiaj jest 1 września, dzisiaj miałam pierwszy raz pojechać do Hogwartu. - Która godzina ?!? - Zapytałam
- Spokojnie, dopiero 8:00 a pociąg masz o 11:00 - Odpowiedziała rozbawiona i wyszła.
Byłam szczęśliwa. Wreszcie miałam zobaczyć to miejsce o którym tyle razy opowiadał mi Harry. Harry to mój starszy (tylko o rok) brat, jednak nie mieszkamy razem. Gdy moi rodzice umarli (miałam parę miesięcy) zajmowała się mną ciocia Dorcas i to ona dostała prawo opieki nade mną. A Harry z niewiadomych mi przyczyn trafił do naszej wujostwa, Petunii (siostra naszej matki) i Vernona Dursleyów o raz ich głupiego syna Dudleya. Oni traktują Harrego jak śmiecia ! Zawsze zastanawiałam się dlaczego ciocia nic z tym nie robi ale ilekroć ją oto zapytałam usłyszałam tą samą odpowiedz: ,,Bo tak właśnie powinno być". Powinno być! Co to w ogóle znaczy! No nic, musiałam przerwać moje rozmyślanie które zajęły mi pół godziny. Wzięłam zieloną bluzkę z krótkim rękawem oraz jasne dżinsy i poszłam do łazienki. Umyłam się, ubrałam, wyszczotkowałam zęby i już byłam gotowa. Zanim wyszłam z łazienki spojrzałam w lustro. Miałam tylko 11 lat więc jeszcze nie przejmowałam się tak wyglądem. Miałam brązowe oczy po tacie (tak twierdzi ciocia Dorcas) a włosy po obu rodzicach. Wiem trudno to wyjaśnić ale ciocia mówi że to taka mieszanka wybuchowa. Do czarnych włosów mojego taty dodać rude mojej mamy i wychodzą moje brązowe ;) Wyszłam z łazienki i zeszłam na dół do kuchni. Usiadłam przy stolę i zaczęłam wcinać naleśniki bardzo szybko. Chciałam być już w Hogwarcie !!! Ciocia widząc to zaczęła się śmiać.
- Popij sobie soku bo się udusisz.
- Ktola glodzina ? -Powiedziałam z pełną buzią a ciocia znowu zaczęła się śmiać.
- 9:30. - Już otwierałam buzię żeby o coś zapytać ale ciocia mnie wyprzedziła. - Harry przyjdzie o 10.
Kochałam ciocię za to że tak dobrze mnie znała, była dla mnie jak przyjaciółka której mogłam powierzyć każdy sekret. Czas dłużył się niemiłosiernie jednak udało mi się wytrwać do 10. Harry przyszedł punktualnie. Do King's Cross wyjechaliśmy o 10:10 a na miejscu byliśmy o 10:30.
- Harry, coś jest nie tak z moim biletem. Tu jest napisane ,,Peron 9¾". Nie ma tu takiego.- Harry tylko uśmiechnął się do mnie i zaczął biec w stronę barierki oddzielającej peron 9 i 10. Już miałam zacząć krzyczeć gdy ten wbiegł w ścianę... i znikł. Tak po prostu znikł. Z przerażeniem spojrzałam na ciocie Dorcas która stała obok mnię.
- Spokojnie, nic mu się nie stało. Ta barierka to przejście na peron 9¾. Jest niedostępna dla mugoli. Żeby dostać się na peron musisz się rozluźnić, skupić i biec prosto w barierkę. - Na koniec uśmiechnęła się do mnie zachęcająco.
Bałam się. No ale cóż nie mogłam być już dłużej cykorem. W Hogwarcie muszę być śmiała i odważna a nie sikać w gacie gdy tylko ktoś podniesie głos. Nie zastanawiając się już dłużej zaczęłam biec w prost na barierkę. Od razu poczułam uderzenie w głowę ale nie dla tego że uderzyłam w ścianę lecz dlatego że wpadłam na jakiegoś chłopca. Chyba był w moim wieku ponieważ był strasznie zdenerwowany. Miał włosy takie w podobnym odcieniu do moich i niebieskie oczy.
- Bardzo przepraszam... naprawdę nie chciałem...jestem tu pierwszy raz...- Chłopak zaczął się strasznie jąkać. Widać było że jest o wiele bardziej zdenerwowany ode mnie Od razu mu przerwałam.
- Spokojnie, nic się nie stało. Jestem Avalon Potter. - Uśmiechnęłam się do niego i wyciągnęłam w jego stronę rękę. On odwzajemnił mój gest po czym również się uśmiechnął.
- Robin Hall.
________________________________________
Mam nadzieję że jak na sam początek taka krótka notka wystarczy ;)
-...
-Avalon !
-...
-Avalon!!!
-Co !!! - Krzyknęłam.Nie miałam ochoty dzisiaj wychodzić z łóżka. Z niechęcią spojrzałam na ciocię Dorcas. Była to drobna, niska czarnowłosa kobieta po trzydziestce (mimo że wyglądała o wiele młodziej). Na jej twarzy było rozbawienie. - Przepraszam ale dzisiaj mam ochotę trochę dłużej pospać. - Powiedziałam już trochę spokojniej.
- Akurat dzisiaj...- Spytała. Pokiwałam twierdząco głową. - No dobrze skoro taka jest twoja decyzja... do Hogwartu zawsze można pojechać za rok.
- Co !!! - Szybko zerwałam się z łóżka i pobiegłam w stronę kalendarza. Tak, dzisiaj jest 1 września, dzisiaj miałam pierwszy raz pojechać do Hogwartu. - Która godzina ?!? - Zapytałam
- Spokojnie, dopiero 8:00 a pociąg masz o 11:00 - Odpowiedziała rozbawiona i wyszła.
Byłam szczęśliwa. Wreszcie miałam zobaczyć to miejsce o którym tyle razy opowiadał mi Harry. Harry to mój starszy (tylko o rok) brat, jednak nie mieszkamy razem. Gdy moi rodzice umarli (miałam parę miesięcy) zajmowała się mną ciocia Dorcas i to ona dostała prawo opieki nade mną. A Harry z niewiadomych mi przyczyn trafił do naszej wujostwa, Petunii (siostra naszej matki) i Vernona Dursleyów o raz ich głupiego syna Dudleya. Oni traktują Harrego jak śmiecia ! Zawsze zastanawiałam się dlaczego ciocia nic z tym nie robi ale ilekroć ją oto zapytałam usłyszałam tą samą odpowiedz: ,,Bo tak właśnie powinno być". Powinno być! Co to w ogóle znaczy! No nic, musiałam przerwać moje rozmyślanie które zajęły mi pół godziny. Wzięłam zieloną bluzkę z krótkim rękawem oraz jasne dżinsy i poszłam do łazienki. Umyłam się, ubrałam, wyszczotkowałam zęby i już byłam gotowa. Zanim wyszłam z łazienki spojrzałam w lustro. Miałam tylko 11 lat więc jeszcze nie przejmowałam się tak wyglądem. Miałam brązowe oczy po tacie (tak twierdzi ciocia Dorcas) a włosy po obu rodzicach. Wiem trudno to wyjaśnić ale ciocia mówi że to taka mieszanka wybuchowa. Do czarnych włosów mojego taty dodać rude mojej mamy i wychodzą moje brązowe ;) Wyszłam z łazienki i zeszłam na dół do kuchni. Usiadłam przy stolę i zaczęłam wcinać naleśniki bardzo szybko. Chciałam być już w Hogwarcie !!! Ciocia widząc to zaczęła się śmiać.
- Popij sobie soku bo się udusisz.
- Ktola glodzina ? -Powiedziałam z pełną buzią a ciocia znowu zaczęła się śmiać.
- 9:30. - Już otwierałam buzię żeby o coś zapytać ale ciocia mnie wyprzedziła. - Harry przyjdzie o 10.
Kochałam ciocię za to że tak dobrze mnie znała, była dla mnie jak przyjaciółka której mogłam powierzyć każdy sekret. Czas dłużył się niemiłosiernie jednak udało mi się wytrwać do 10. Harry przyszedł punktualnie. Do King's Cross wyjechaliśmy o 10:10 a na miejscu byliśmy o 10:30.
- Harry, coś jest nie tak z moim biletem. Tu jest napisane ,,Peron 9¾". Nie ma tu takiego.- Harry tylko uśmiechnął się do mnie i zaczął biec w stronę barierki oddzielającej peron 9 i 10. Już miałam zacząć krzyczeć gdy ten wbiegł w ścianę... i znikł. Tak po prostu znikł. Z przerażeniem spojrzałam na ciocie Dorcas która stała obok mnię.
- Spokojnie, nic mu się nie stało. Ta barierka to przejście na peron 9¾. Jest niedostępna dla mugoli. Żeby dostać się na peron musisz się rozluźnić, skupić i biec prosto w barierkę. - Na koniec uśmiechnęła się do mnie zachęcająco.
Bałam się. No ale cóż nie mogłam być już dłużej cykorem. W Hogwarcie muszę być śmiała i odważna a nie sikać w gacie gdy tylko ktoś podniesie głos. Nie zastanawiając się już dłużej zaczęłam biec w prost na barierkę. Od razu poczułam uderzenie w głowę ale nie dla tego że uderzyłam w ścianę lecz dlatego że wpadłam na jakiegoś chłopca. Chyba był w moim wieku ponieważ był strasznie zdenerwowany. Miał włosy takie w podobnym odcieniu do moich i niebieskie oczy.
- Bardzo przepraszam... naprawdę nie chciałem...jestem tu pierwszy raz...- Chłopak zaczął się strasznie jąkać. Widać było że jest o wiele bardziej zdenerwowany ode mnie Od razu mu przerwałam.
- Spokojnie, nic się nie stało. Jestem Avalon Potter. - Uśmiechnęłam się do niego i wyciągnęłam w jego stronę rękę. On odwzajemnił mój gest po czym również się uśmiechnął.
- Robin Hall.
________________________________________
Mam nadzieję że jak na sam początek taka krótka notka wystarczy ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)